Trocie z Bałtyku.

Morska połowa wędkarskiego maratonu za mną... Mistrzostwa Okręgu i GPX Polski w Darłówku zaliczone. Zawody bardzo miłe, wyniki nie porywające, ale ludzie z którymi mam zaszczyt startować - niepowtarzalni. 

Jednak najwięcej radości sprawił mi tydzień pomiędzy zawodami. W tym czasie byliśmy nad Zatoką, na morskich trociach. Fantastyczne towarzystwo, słoneczna choć wietrzna pogoda, kilkugodzinne moczenie się w lodowatym Bałtyku, pobudki o 4 rano i śniadania na kamienistej plaży... Warte więcej niż urlop w ciepłych krajach :-).

No i ryby... Trocie postanowiły chyba wynagrodzić nam trudy i co pewien czas meldowały się na wędkach. Może niekoniecznie rekordowe, ale troć to troć... Przedostatniego dnia jednak udało nam się uczcić wyjazd wisienką na torcie.

Czterokilogramowa srebrna torpeda postanowiła się zlitować nade mną i uderzyła w blaszkę... Walka fantastyczna, okraszona ekspresowymi odjazdami, młynkami i saltami pozostanie na długo w mojej pamięci.

Końcówka holu na kamienistej płyciźnie nie skończyła by się dobrze gdyby nie Monika!

Zimna krew i jak zawsze perfekcyjne podebranie ryby. W takich warunkach to duża sztuka.

Dziękuję. Cały czas jestem pod wrażeniem. I mam nadzieję się zrehabilitować na sandaczach.

Ryby brały do ostatniego dnia. Świetny tydzień. Mimo że zmęczenie daje znać o sobie, cieszę się bardzo i najchętniej zrobiłbym powtórkę.

Połów troci z brzegu i łodzi będzie główną atrakcją morskich wypraw po wprowadzeniu zakazu połowu dorszy od 2020 r. 

Piotr Kozak