Jesień - match czy feeder ?

Match vs Feeder

 

Do łowienia na dalszych odległościach 15-50 metrów od brzegu możemy użyć zestawu spławikowego z kołowrotkiem lub gruntowego.

Zawodnicy spławikowi sięgają w takich przypadkach po tzw. "matchówki". Natomiast poza rywalizacją zawodniczą dobrą metodą jest feeder z koszyczkiem.

Zwolenników jednych i drugich nie brakuje. Pozostaje zawsze pytanie, która metoda jest skuteczniejsza.

Dlatego też, wybrałem się wspólnie z zawodnikiem Okręgu Mazowieckiego Markiem "Mistrzem" Ratajskim na pobliski Kanał Żerański aby w bezpośrenim starciu porównać obie metody.

                      

 

Marek często posługuje się odległościówką na treningach i zawodach. W związku z tym nie musielismy wybierać kto jaką metodą będzie łowił.

Mi przypadł feeder i wiedziałem, że nie będzie łatwo wygrać ten pojedynek.

Łowienie na spławik pozostawia wędkarzowi więcej opcji takich jak regulacjia gruntu, wielkości i rozłożenie obciążenia oraz możliwość prowokacji zestawem.

Przy feederze pozostaje nam odpowiedni dobór wielkości haczyka, długości przyponu i ciężaru koszyka.

Zdecydowaliśmy, że na koszyczek będę łowił dwoma wędkami a Marek oczywiście jedną.

Przy okazji Mistrzu obiecał pokazać budowę zestawu i szybką metodę gruntowania.

                           

Do łowienia przygotowaliśmy najbardziej popularną zanętę gros gardons oraz mieszankę ziemi i gliny argile.

 

                           

Mieszanka została wzbogacona jockersem oraz pinkami.

                           

Dodatkowo do drugiej wędki gruntowej wymieszałem jasną zanętę leszczową z pociętymi gnojakami i pinkami.

                           

Chciałem skorzytać z możliwości wędkowania na dwie wędki i w każdej umieszać odmiennne zanęty.

Na łowisku okazało się, że okoliczni wędkarze złowili po kilka niewielkich krąpików. Nie napawało to optymizmen ale wędkarzy z zacięciem zawodniczym nic nie jest odwieźć od łowienia.

Marek przygotował dwa zestawy do łowienia na ok. 35 metrze. Jeden ze spławikiem przelotowym 4+2 gramy drugi ze stałym mocowanie do żyłki o gramaturze 4+0,5. Każdy z nich na połączeniu przyponu z żyłką główną miał zamontowany krętlik zapobiegający skręcaniu się zestawu.

Do gruntowania "Mistrzu" używa zestawu przelotowego a do ciężarków doczepia dużą śrucinę 0,5 grama. Uzyskuje w ten sposób przeciążenie niezbędne do dokładnego pomiaru głębokości.

                           

Po zarzuceniu zestaw był podciągany co pół metra. Antenka wskazywała zmiany głebokości.

                            

                            

                            

Po wygruntowaniu łowiska grunt na zestawie został ustawiony tak aby antenka spławika wystawała z wody zgodnie z wyważeniem.

                            

Położenie spławika Marek reguluje prostym stoperem wykonanym z żyłki.

                            

Po sondowaniu śrucina jest zdejmowana. Ustalony grunt Marek zaznacza korektorem na wędce i przenosi  na inne zestawy.

 

Dziś nie musiałem przejmować się gruntowaniem i mogłem od razu przejść do ustalenia odległości łowienia i zahaczeniu żyłki o klips na kołowrotku. To ułatwienie dla gruntowca.

Oba zestawy feederowe składały się z krókich rurek antysplataniowych oraz 35 cm przyponów z hakami nr 16. Koszyczki o wadze własnej 30 gram.

Zanęciłem po 5 razy każdym zestawem mało ściśniętą zanętą. Nęcenie koszyczkiem polega na zarzuceniu zestawu w obrane miejce a następnie opróżnienie koszyka zdecydowanym szarpnięciem. Po opróżnieniu koszyka można wyraźnie odczuć zmniejszenie oporu przy ściąganiu zestawu.

Zarówno przy łowieniu na matcha czy feedera ważne jest określenie punktu orientacyjnego na przeciwnym brzegu. Jest to nieocenione ułatwienie pozwalające na dokładne nęcenie i umieszczanie zestawu w łowisku.

                             

Marek nęcił procą i trzeba przyznać, że celność była na poziomie 0,5-1,5 metra od spławika co jest bardzo dobrym wynikiem.

                             

W uzyskaniu jak najlepszej dokładności nęcenia procą sprzyja ulepienie zbliżonych kulek zanęty oraz powtarzalne napięcie gum i pewna ręka w ustaleniu kierunku strzału.

                              

W tym przypadku liczy się wyłącznie doświadczenie i setki wystrzelonych porcji zanętowych. 

                            

Marek oraz inni zawodnicy stosują do nęcenie początkowego jedną mieszankę. Taki zabieg pozwala na uzyskanie kul o zbliżonej masie co wypływa na celność.

W trakcie łowienia donęca się oczywiście tym czym wędkarskie przeczucie wskaże.

Dlatego warto zostawić sobie kilka opcji do wyboru. 

                            

Nasze mini zawody rozpoczęły się. Na haczyk powędrowały najdelikatniejsze przynety czyli ochotki. Pomimo marnych wyników okolicznych wędkarzy co jakiś czas mieliśmy delikatne brania.

                            

Zaczęło się od krąpików łowionych na obie metody. Gdy zwiększyłem przynętę do ochotki i pinek na zestawie z zanetą płociową oraz  kliku pinek przy koszyczku z towarem leszczowym zaczęły się brania większych ryb. Płoci i leszczyków do 300 gram. 

                            

U Marka było więcej brań ale skuteczność zacięć była zdecydowanie mniejsza.  Głównie ze względu na to, że chmura zanętowa zwabiła drobniejsze ryby.

                            

Wskaźnikiem brań na moich dwóch feederkach była moja ulubiona klasyczna "małpka" przy wędce ułożonej prostopadle do wody 

                               

                            

oraz szczytówka przy bocznym ułożeniu wędziska.

                           

Więcej brań i ryb wyciągał skupiony na łowieniu Mistrzu 

                               

ale to moje ryby były większe.

                          

                                   

Mając do dyspozycji dwie wędki mogłem przeprowadzić więcej testów przynęt i okazało się, że bezkonkurecyjne były dwa zestawy kanapek: dwa czerwone pinki i ochotka oraz

                            

dwie pinki plus ochotka.

                            

Na obie przynęty kusiły się leszczyki i płocie. Sama ochotka była atakowana przez drobnicę.

                           

Po 3 godzinach napłynęła na łowisko ogromna ilość zielska, prawdopodobnie po oczyszczaniu jednego z wielu dopływowych rowów i rzeczek.

                            

Po ponad godzinie wznowiliśmy z pewnymi ograniczeniami łowienie ale warunki nadal nie były zbyt sprzyjające i postanowiliśmy zakończyć konkurencję.

    

Na dwie wędki złowiłem równo 2,5 kg ryb głównie 100-300 gramowych leszczyków, ładną płoć i kilka krąpi. 

Operując jedną wędką Marek na wagę położył 1,33 kg na które złożyło się kilka leszczyków i dużo małych krąpi.

Podsumowując - w przeliczeniu na jedną wędkę padł remis ze wskazaniem na Mistrza..

Przy bardzo słabym żerowaniu udało nam się wydusić z wody całkiem sporo ryb. Nie było co prawda bonusów kanałowych ale nie nudziliśmy się. 

Po konkurencji wnioski nasuwają się same. Przy łowieniu na feeder na dobrze dobraną przynętę leżącą przy zanęcie wydobywającej się z koszyka duże ryby trafiały się około 3 razy częściej niż na zestaw spławikowy. Brania były dość zdecydowane i nie było problemów z zacięciem. Nie bez znaczenie były cięte gnojaki w mojej zanęcie leszczowej.

W następnym wpisie wybierzemy się z tyczkami i sprawdzimy jakie znaczenie ma zanęta spożywcza w zimnym kanale. Jeden z nas będzie łowił bez spożywki.

Oczywiście obowiązuje forma zawodów bo uwielbiamy rywalizację.