Relacja z Morskich Mistrzostw Okręgu Mazowieckiego 2015

IX Morskie Mistrzostwa Okręgu Mazowieckiego zgromadziły na starcie rekordową, jak dotychczas, liczbę 66 zawodników. 18 trzyosobowych drużyn oraz dwunastu zawodników indywidualnych stanęło w szranki w stolicy polskiego wędkarstwa morskiego – Darłówku. Gościnnie, na zaproszenie władz Okręgu zjawiła się również drużyna z Niemiec.

Prognozy pogody nie były zbyt optymistyczne i zachodziły obawy, że zawody są zagrożone, jednak Neptun okazał się łaskawy, wiatr się odwrócił i mimo że był mocny, wiał z południa i nie przeszkadzał łowiącym w szczególny sposób.

Na miejscu zameldowaliśmy się dzień przed zawodami, aby jeszcze troszkę przypomnieć sobie po zimie, jak się łowi na morzu...

Rejs treningowy wypadł zadowalająco. Chyba każdy z nas znalazł jakieś błędy, które starł się eliminować. Brania ryb, choć nieco chimeryczne, pozwoliły wypracować skuteczne metody prowadzenia przynęt, mające prowokować dość ospałe dorsze...

Wieczorem odprawa, losowanie kutrów. Nie mogę narzekać. Mam Pilota, a w niedzielę Darłowiaka. Do północy wiążemy przypony, przekładamy pilkery i grzecznie idziemy spać...

 

I Tura - „Pilot 55”

 

Dzień wita nas piękną pogodą. Wieje, ale jest dość ciepło. Długo nie płyniemy i pierwsze napływy mamy już na ok 18 metrach. Ryby meldują się też dość szybko, niestety głównie krótkie. Kolejne postoje już nieco głębiej – do 25 metrów. No i pojawia się coraz więcej ryb wymiarowych. Świetnie łowi stojący na dziobie, aktualny Mistrz Polski Tomek Kosiński, który do zmiany stanowisk zdecydowanie prowadzi siedmioma rybami, kilka osób ma po 4-5 ryb. Ja mam jednego dobrego dorsza. Tragedia. Nie mogę się zupełnie wstrzelić, mimo bardzo dobrego miejsca prawie na rufie. Ale to dopiero połowa tury. Po zmianie stanowisk wreszcie się odnajduję... Zaczynam łowić troszkę ciężej, ale większość ryb doławiam na przywieszkę. Moim kilerem jest 8,2 cm dropshotowy, Twinkey Shad. Po raz pierwszy od dawna, znacznie lepiej łowi mi się na odpływie. Pilker dotyka dna, zostawiam go, szurnięcie po kamyczkach i... siedzi kolejny wątłusz :). Oczywiście mam sporo krótkich, ale i dobrych też niemało. Niestety nie udaje mi się dogonić ani Tomka, ani Marabuta i ostatecznie zajmuję na kutrze 4 miejsce, ale po przejściu wyjąłem 10 dobrych ryb. To dobry znak przed jutrzejszą turą. Mam łowną przynętę i czuję się mocno. To ważne.

 

Koledzy z drużyny łowili ze zmiennym szczęściem. Jacek jest 10, Witek 4. Łączne daje to nam 5 miejsce z siedmiopunktową stratą do liderów.

 

II Tura - „Darłowiak”

 

Mimo wcześniejszych obaw udaje nam się wypłynąć. Wiatr południowy nie przeszkadza. Na kutrze, poza dobrymi warunkami do łowienia, mamy też zapewnione śniadanie... Z doświadczenia już wiem, że wsiadając na Darłowiaka, lepiej rano nic nie jeść, bo od razu czeka na nas ciepła herbata i cały stół zastawiony wspaniałościami... Aż grzech się nie najeść ;). Niestety dziś ryby nie były już tak skore do żerowania, jak w dniu wczorajszym, ale ja lubię takie warunki. Trzeba rzeźbić, dużo myśleć, zmieniać. Po prostu wykorzystywać swoje doświadczenie. Do przejścia mam 3 ryby i... jest to najlepszy wynik na kutrze. Po przejściu doławiam jeszcze dwie sztuki i udaje mi się zwyciężyć. Nad drugim zawodnikiem mam tylko 5 cm przewagi... Ale jest dobrze. Cieszy mnie przede wszystkim fakt, że ta jedynka pomoże drużynie. A może da nam podium? Wierzę w chłopaków z teamu...

 

Już na brzegu dowiaduję się, że Witek również wygrywa swój sektor, a Jacek jest 9. Dzisiejszy dzień bardzo namieszał w klasyfikacjach. Ci, którym wczoraj poszło dobrze, dziś nie połowili. I w tym upatruję naszej drużynowej szansy. Indywidualnie liczę na 5-6 miejsce.

 

Ale los lubi czasem sprawiać miłe niespodzianki... Po podliczeniu wyników okazuje się że drużynowo zdobywamy wicemistrzostwo!

Mi również udaje się wskoczyć na podium indywidualnie. Zajmuję 3 miejsce za Grześkiem i Marabutem !

Nie były to łatwe zawody. Dość chimeryczne brania nie pozwoliły wykazać się wielu zawodnikom. Nie każdy poradził też sobie z tak płytkim łowiskiem – łowiliśmy maksymalnie na 28 metrach.

Od strony organizacyjnej, impreza przeprowadzona perfekcyjnie. Sędziowanie, bez zarzutów. Dekoracja medalistów odbyła się w obecności Prezesa PZW Dionizego Ziemieckiego.

I mimo że Mistrzostwa te odbyły się pod szyldem Okręgu Mazowieckiego, moim zdaniem, nie wyglądały by tak świetnie gdyby nie jedna osoba, a mianowicie Tomek Frelik – przewodniczący Komisji Morskiej Okręgu. To dzięki Tomkowi dyscyplina morska w naszym okręgu rozwija się tak prężnie i co roku bijemy rekordy frekwencji na zawodach, mimo że wędkarstwo morskie do tanich nie należy. Dzięki Niemu nikt nie może narzekać na nagrody, a każda z firm sponsorujących te zawody, może być pewna, że nie pozostanie niezauważona, bezimienna, co jako przedstawiciel KONGERA, konstatuję z całą przyjemnością i satysfakcją.