Skandynawskie olbrzymy

Złowienie metrowego szczupaka to marzenie każdego wędkarza. Spełnić je można na polskich łowiskach lecz dużo większe prawdopodobieństwo spotkania się z olbrzymem dają rybne jeziora naszych sąsiadów zza Morza Bałtyckiego. Szczególnie w przypadku, gdy nie możemy sobie pozwolić na częste wyjazdy i dokładne poznawanie krajowych wód. W takim przypadku bardzo ciekawym rozwiązaniem jest wyjazd do Skandynawii gdzie można liczyć na obfite połowy cętkowanego drapieżnika.

W poszukiwaniu okazałych szczupaków, aktywnego spędzenia czasu i odpoczynku wyruszyliśmy w kilkuosobowym gronie nad szwedzkie Jezioro Boren leżące w okolicach Borensberga.

 

Termin 4 – 14 maja wydawał nam się najbardziej odpowiedni w poszukiwaniu upragnionej metrówki. Dla części z nas był to drugi wyjazd na to łowisko.

Zeszłoroczny wyjazd był dla mnie prawdziwym poligonem doświadczalnym z którego wyciągnałem szereg wniosków. Choć już pierwszy wyjazd obdarzył mnie metrówką, liczyłem, że odpowiednie przygotowanie pomoże w regularnym łowieniu największych osobników.

Natura zawodnika nie pozwala zadawalać się osiągniętym wynikiem i nawet na amatorskich połowach dąży do pogłebiania wiedzy i perfekcji w wędkowaniu.

Trzech z nas było na tym samym jeziorze w zeszłym roku. Mieliśmy w pamięci bardzo miłe wspomnienia. Z tego względu nasze oczekiwania na udane wędkarskie święta rosły wraz z przybliżaniem się do celu podróży. Kompletowaliśmy sprzęt na ten wyjazd w zasadzie już od powrotu z poprzedniego. Liczba przynęt a przede wszystkim ich wielkość była tym razem dobrze dostosowana do preferencji i wielkości miejscowych szczupaków. W związku z tym, że przez cały rok każdy szukał najlepszych przynęt, ich liczba po wyjęciu ze skrzynek wydała się nie do przetestowania.

Do długiego i bezpiecznego transportu wędek idealnie przydał się pancerny futerał na wędki Combo. Jest niezastąpiony gdy chcemy wpełni zabezpieczyć najważniejszy sprzęt na czas podróży.

Podróż rozpoczęliśmy o północy – z dużym zapasem czasu aby nie spóźnić się na poranny prom z Gdyni do Karlskrony. Nocna podróż była męcząca ale nastroje dopisywały. Z Warszawy wystartowało nas 7 a w Gdyni dosiadł się jeszcze nasz zeszłoroczny kolega z Kaszub i mieliśmy komplet 8 osób.

Zgodnie z tradycja po przybyciu do Gdyni raczyliśmy się kawą z automatu i wysyłaliśmy ostatnie służbowe maile. Dalej już istniaj dla nas jeden świat - tylko my i szczupaki.

Na miejsce dotarliśmy około godziny 1.00 w dniu 6 maja. Rozpakowaliśmy samochód i przygotowaliśmy sprzęt. Położyliśmy się spać nie mogąc doczekać się poranka i momentu gdy pojawimy się w łódkach. Krótki sen, szybka jajecznica z 25 jaj, kanapki, termosy, kombinezony i ruszyliśmy na wodę pomimo wietrznej aury .

Do spakowania się na łódkę ze wszystkimi przynętami używam dużą torbę z serii lux. Została ona wykonana z wysokiej jakości materiałów. Ogumione wnętrze sprawia, że akcesoria są podczas deszczu i pływania przy wysokiej fali zawsze zabezpieczone przed wodą.

Pierwszy dzień łowienia upływa nam na rozpoznaniu łowiska i próbie lokalizowania ryb na głębokościach od 3,5 do 5,5 m. Sprawdzamy miejsca, które w zeszłym roku okazały się najlepsze. Mamy jednak świadomość, że wszystkie czynniki takie jak długość zimy, okres tarła oraz temperatura wody znacząco wpływają na zachowanie się szczupaków. W związku z tym nie mogliśmy z góry założyć, że ryby będą na nasz czekały tam gdzie rok temu. Na starcie zacząłem od główki Jig Heads Kamatsu w rozmiarze 7/0 i gramaturze 8 gram co jak się później okazało było idealnym rozmiarem dla sporych 13 centymetrowych gumowych przynęt. Jako wędkę startową używałem tak jak w zeszłym roku Team Konger Medium Spin 270, 9-28 gr  w komplecie z kołowrotkiem Zauber CF 4000 z nawiniętą plecionką Techron o średnicy 0,12 mm.

Na taki zestaw złowiłem w zeszłym roku swojego pierwszego w życiu metrowego szczupaka. 

Wspomniany kijek doskonale spisywał się w czasie łowienia i holowania okazów do 80-90 cm.

Jednak specyfika łowienia, konieczność bardzo mocnego zacięcia największych sztuk oraz ich waleczność spowodowała, że w tym roku uzbroiłem sie także w spinning Stallion Hybrid Power o ciężarze wyrzutu 8-28 gram wraz z Zauberem i grubszą plecionką Techron 0,16. Chciałem sprawdzić czy mocny kij, zaprojektowany do łowienia na jigi dużych drapieżników sprawdzi się w walce ze spodziewanymi skandynawskimi olbrzymami.

Pamiętając o wnioskach z zeszłorocznego wyjazdu miałem na uwadze perfekcyjne uzbrojenie miękich przynęt. W tym roku postawiłem na główki jigowe i kotwice do dozbrajania przynęt Kamatsu.

Był to strzał w 10! Na kilka haków wyjąłem przez tydzień 95 szczupaków i nie było oznak stępnienia czy rozgięcia. Szczupaki na tym jeziorze atakają bardzo zdecydowanie. Jak wykazał 12 godzinny experyment, zastosowania wyłącznie główki i pojedynczego haka bardzo ujemnie wpływał na skuteczność zacięcia i pewnego holu. Stosowanie dozbrojek z mocnych kotwic okazało się niezbędne. Ich brak skutkował obniżeniem skuteczności zacięć niemal o połowę.

W tym roku zauważyliśmy, że podczas bezwietrznej pogody dobre brania występowały na ok. 3 metrowej głebokości. W czasie wiatru i fali drapieżniki schodziły na 5-5,5 metra.

Stosowałem dwie metody łowienia. Pierwsza to pływające duże woblery schodzące do 2 metrów. Uzbrajałem je za pomocą mega mocnych kółek hiper strong. Jednak na nie była jeszcze zbyt wczesna pora i szczupaki nie żerowały w toni a brania były sporadyczne. Zdecydowanie bardziej skuteczne było jigowanie dużymi gumami 10-15 cm prowadzonymi skokami przy dnie. Brania następowały głównie w trakcie opadania przynęty. Były raczej agresywne ale zdarzały się delikatne puknięcia lub zluzowania plecionki. Koniecznością były bardzo mocne zacięcia gdy tylko wtedy była szansa na skuteczne zacięcia. Łowiąc na wędkę Stallion Hybrid Power już po pierwszych dwóch dniach byłem pozytywnie zaskoczony dobrą sygnalizacją brań i pewnością holu.

Na naszej wyprawie łowiliśmy szczupaki od 50-60 cm do około 1 metra.

Ostatniego dnia powróciliśmy w miejsce gdzie rano brały małe zębacze i rzut po rzucie złowiłem swojego olbrzyma 120 cm! A za chwilę kolejny 97 cm.

Hol był niezwykle emocjonujący a po podebraniu długo nie mogłem opanować drżenia kolan.

Szczupak był ogromny a wielkość głowy i paszczy powodowała, że do odhaczania podszedłem z wyjątkowym dystansem..

Na wyprawę typowo szczupakową warto zaopatrzyć się w rozwieracz paszczy oraz długie szczypce. Nierzadko zdarza się, że przynęta tkwi bardzo głęboko a tylko sprawne odhaczenie zdobyczy pozwala na wypuszczenie ryby w dobrej kondycji.

Do ważenia używaliśmy dużej wagi hakowej (max 44 kg), która pozwalała na szybkie sprawdzenie masy okazów.

Podsumowując używany sprzęt, najbardziej zadowolony jestem z pracy kołowrotków Zaubera, które bez problemu znosiły agresywną pracę ciężkich przynęt i hole największych szczupaków. Precyzyjny hamulec i moc to gwarancja pewnego i przyjemnego holu. Plecionki Techron o średnicach  0,12 mm oraz 0,16 mm były łowione drugi rok z rzędu i nie zawiodły. Nie strzępią się i nie zmieniają koloru i co ważne wytrzymałości. Swoją moc i ostrość potwierdziły kotwice i główki jigowe Kamatsu.

Polecam każdemu choć jeden taki wyjazd po przygodę życia. Bez względu na posiadane umiejętności można doznać niesamowitych wrażeń i złowić wiele szczupaków. Rybne szwedzkie jezioro może obdarzyć każdego dnia nawet kilkunastoma drapieżnikami. Nie bez znaczenia jest przygotowanie się do wyprawy w odpowiednie akcesoria tak aby nie zmarnować wyczekiwanego wyjazdu na walkę ze sprzętem zamiast z wielkimi szczupakmi. 

Normą w Szwecji jest wypuszczanie większości ryb do wody. Dlatego też, tamtejsze wody przyciągają wędkarzy z całej Europy.

W drodze powrotnej przychodzi chwila refleksji, dlaczego nasze mazury, tak rybne jeszcze 20-30 lat temu nie są w stanie konkurować ze swoimi odpowiednikami w Szwecji? Mam nadzieję, że przyjdzie czas, że na takie wyprawy będziemy nie raz ale kilka razy w roku jeździć na polskie jeziora.

Pozdrawiam wszystkich szczupakowych zapaleńców!

Rafał Pykało