Udany występ w podlodowych Mistrzostwach Polski 2019 r.

W tym sezonie jako drużyna KONGER Ice Team Warszawa mieliśmy okazję startować w dwóch edycjach Podlodowych Mistrzostw Polski  rozgrywanych w kategorii drużynowej i indywidualnej.

Treningi do pierwszej edycji o PUCHAR GRAFFA 7-10 luty 2019 r. rozpoczęliśmy od środy w składzie Maciej Fabisiak, Piotr Kozak, Marek Komar, Kamil Miłoński i Dariusz Studniarz.

Łowiskiem był Zalew Czorsztyński, który mocno dał nam się we znaki w poprzednich Mistrzostwach Polski dwa lata temu. (w zeszłym roku nie rozegrano MP).  Ujemne temperatury tak się ułożyły w Polsce, że trwały lód powyżej 15 cm był tylko w górach i tylko na Zalewie Czorsztyńskim. Pobliski Zalew Rożnowski nie miał wystarczającej pokrywy lodowej.

Byłem dość sceptycznie nastawiony do mojego jeszcze niedawno ulubionego łowiska. Jednak nieobecny Rafał Pykało mówił, że Czorsztyn znowu będzie nasz..

Chcieliśmy aby w tym roku w końcu zrobić duży krok naprzód i być w pierwszej szóstce każdej z edycji i powalczyć o medal drużynowy lub indywidualny.

Poczyniliśmy bardzo duże wzmocnienia sprzętowe oraz odrobiliśmy pracę domową z zakresu taktyki i techniki.

Tym razem podeszliśmy do treningów z nastawieniem aby szybko eliminować nieskuteczne koncepcje i nie brnąć w to co sprawdziło się kiedyś ale wybrać prostą i najlepszą metodę nęcenia, wyboru miejsca oraz techniki łowienia.

Sektory ustawiono w dwóch miejscach. W zatoce Węgliszczak 5 sektorów na pierwszy i trzeci dzień oraz przy statku na dzień drugi.

Po raz pierwszy mieliśmy łowić na tych samych sektorach dwa razy.

Uzbrojeni w różne mieszanki zanętowe i ziemię przez dwa dni rozpoznawaliśmy wodę.

W środę okazało się, że  trafia się płoć, rzadziej okoń a miejscami występują place z malutkimi jazgarzami.

Po czwartkowym oficjalnym treningu największą szansę na sukces naszej drużyny upartrywałem w białej rybie. W zależności od miejsca była to płoć lub leszcz.

Przygotowaliśmy trzy sposoby nęcenia, pod okonia, płoć lub leszcza oraz w ramach ratowania się w najgorszych sektorach pod jazgarza.

W związku z tym iż sposób łowienia każdego z gatunków na tym akwenie wymagał zupełnie innej techniki prowadzenia, bardzo istotne było aby z premedytacją próbować łowić gatunek, którego w danym miejscu się spodziewaliśmy.

Zakładaliśmy, że płoci będzie dużo więcej niż rok temu. Jako, że średnia płotka ważyło 150 gram, a zdarzały się nawet 300 grame, każda sztuka windowała łowcę o kilka miejsc wyżej.

Na czas zawodów dodatkowo oznaczyliśmy sobie chorągiewki aby jak najszybciej lokalizować je w sektorowej zawierusze.

Jak zaczyna się gonitwa po sektorze łatwo stracić orientację tym bardziej że pozostali zawodnicy też nie siedzą w jednym miejscu i nie mogą być prawidłowym odnośnikiem.

  

Zalew Czorsztyński to bardzo trudne łowisko do rywalizacji. Można jednego dnia złowić kilka kilogramów by kolejnej turze ratować się jednym jazgarzem.

Nasz plan największy nacisk kładł na dokładnym zanęceniu otworów pod płoć licząc na kilka brań.

Jeśli nie przynosiło to rezultatów szukalismy okonia. Gdyby sektor okazał się zupełnie bezrybny pozostawało precyzyjne nęcenie jazgarza i odławianie kilku centymetrowych rybek mogących dać bezcenne punkty drużynie.

Na filmie mozna zobaczyć jak wielkie okonie można złowić w łowisku. Jednakże, w czasie zawodów padło ich dużo mniej niż rok temu.

W Polsce nie ma zawodnika, który w sektor na Czorsztynie wchodzi z pewnością wygranej.

Prawie każdy posmakował tutaj gonitwy za jednym braniem.

Czwartkowy wieczór przed pierwszą turą bardzo pracowity ze snem 3-4 godzinnym.

Oprócz szykowania sprzętu wiele pracy zawsze wkładamy w przygotowanie ochotki i jokersa. Przy pracy godziny lecą i bardzo szybko się okazuje, że jest już 3 nad ranem a o 6.00 pobudka..

Jak zwykle przed każdą turą odbywa się odprawa, kontrolne sprawdzenie zanęt i przynęt gdzie wszyscy padają na kolana i pokazują co przygotowali do rywalizacji.

W tym roku najważniejszą nowinką było wprowadzenie do regulaminu możliwości rozgrywania zawódów na żywej rybie.

Dlatego też, każdy zawodnik w krótkim czasi musiał zorganizować sobie jakiś pojemik co najmniej 10 litrowy.

Aby każdy dżwigał taki sam ciężar, sędzia nalewał każdemu 5 litrów wody.

Dzięki temu, niemal 100% ryb wróciło w dobrej formie do wody. Duże okazy można było ważyć od razy po złowieniu.

  

Pierwszą turę rozpoczynamy z przytupem, Marek Komar wygrywa sektor a Maciej Fabisiak jest 2, do tego Dariusz Studniarz 6 i wyprowadzamy drużynę Ice Team KONGER Warszawa na 3 miejsce! Zgodnie z założeniem najlepsze wyniki dały płocie i dobre wyniki Markowi i Maćkowi. Darek z Piotrkiem Kozakiem (12) dłubali okonki a Kamil Miłoński odpuścił losowania w narożniku sektora pod wyspą i zakończył na 18 miejscu. Miał szansę na wyższą lokatę ale duża ryba urwała mu wycieniony zestaw.

Druga tura została rozegrana przy statku na łowisku charakteryzującym się dużymi różnicami głębokości o 1 do 12 m.

Trafiłem do sektora gdzie była obszerna płycizna i nagły spad do 12 m.

Ryb nie było zupełnie w płytszych miejscach. Jedynie na 10-12 m trafiały się jazgarki ważące 3 gramy i baaardzo pojedyńcze okonie i płocie. Po pierwszej godzinie odpuściłem większe ryby i łowiłem jazgarze z 12 metrów z myślą o drużynie i każdym punkcie, który w ogólnym rozrachunku może decydować o medalu.

Udało mi się ich złowić całe 75 gram. Mała mormyszka dłuugo spadała a po zacięciu z takiej głębokości nie było wiadomo czy ryba jest na haczyku.. Sektor wygrywa Piotr Mirecki łowiąc przy mnie jedną rybę na 505 gram. W sektorze dochodzi do błędu sędziów i niesportowego zachowania jednego z zawodników, który był ważony jako pierwszy i podpisał kartę w której jednego jazgarza wyceniono nie na 3 gramy, nie 10 a na 245 gramów!

Przez takie zachowanie zajmuję lokatę o jedno miejsce niżej co jak się okaże w  klasyfikacjach indywidualnych i drużynowych będzie bardzo waże.

W drugiej turze najlepiej wypadł Kamil Miłoński 3 miejsce a dobre drużynowe miejsca w pierwszej 10 dla Ice Team Konger uratowali Darek (9) i Marek (9). Piotr Kozak przeżywał ciężkie chwile, za szybko odpuścił płocie a potem urwał dwie duże ryby. Tak to jest na tym łowisku. Kamil za to wyholował dwa piękne garbusy które z pozostałymi rybami wywindowały go na 3 miejsce.

W trzeciej turze wróciliśmy do Zatoki Węgliszczak. Jeden sektor przy wyspie miał duży spadek głębokości w narożniku. Większośc ryb padała tylko w tamtym miejscu.  Na odprawie trenerów zgłosiłem wniosek o wygrodzenie tego miejsca aby każdy mógł sprawiedliwie rywalizować, gdyż na dobrych miejscach mogło łowić tylko kilku zawodników. Niestety kapitanowie drużyn o dziwo nie zgodzili się na to.

W związku z tym ustawiliśmy Kamila, który po raz drugi łowił w tym sektorze jak ma się zachować aby zając miejsce w dobrej lokalizacji. Tym razem w trzeciej turze zrobił to po mistrzowsku, nie bił się o stanowisko w rogu, nie losował a i tak zajął bardzo dobre 4 miejsce w tym sektorze. Mi udało się wygrać sektor łowiąc piękne płocie. Niestety Piotr, Darek i Marek zakończyli 3 turę poza pierwszą dziesiątką.

W napięciu oczekujemy na końcowe wyniki I Edycji Mistrzostw Polski.

W końcu sa wyniki, jednak dopinamy swego i w końcu mamy pierwszy raz 6 miejce drużynowe!!!

Maciej Fabisiak jest 4 indywidalnie. Przegrywa 3 miejsce o ten 1 nieuczciwy punkt..

 

Radość była ogromna.

Nareszcie na tej trudnej wodzie jesteśmy w pierwszej 6 drużynowo.

Pomimo popełnionych błędów udaje nam się zajmować miejsce w od 1 do 6 w sektorach, które znacznie podnoszą morale drużyny i dają nadzieję, że sukces jest w naszym zasięgu.

Druga edycja odbywa się po dwóch tygodniach na tym samym łowisku.

Nasz cel na drugie zawody był jasny. Skoro wiemy jak łowić, to trzeba zrobić wszystko aby przełożyć to na wynik. Interesowało nas zajęcie miejsca na podium w II edycji oraz zrobienie wszystkiego co się da, aby zaatakować z 6 miejsca podium Mistrzostw Polski.

Tym razem w Zatoce Węgliszczak ustawiono wszystkie 15 sektorów. Bardzo dobre posunięcie organizatorów. Wybrano miejsca na równej, głębokiej wodzie. Jednakże, dowiadujemy się o tym dopiero w środę na lodzie.

Trenujemy od wtorku przy statku a w środę rozstawiono sektory jak wyżej.. więc dnia nie zaliczamy do dobrze wykorzystanych. Połowiliśmy dużo ryb ale w miejscach gdzie nie będziemy rywalizować.

W drużynie ICE TEAM Konger Warszawa jedna zmiana personalna. Za Piotra Kozaka wchodzi Rafał Pykało, który był nieobecny na I edycji gdyż akurat został ojcem.

Pierwszy raz udaje nam się zorganizować dwóch trenerów, oprócz Piotrka jest z nami Jacek Dorant.

Z treningów wynika, że większe głębokości będą sprzyjały łowieniu leszczy oraz większej liczby płoci oraz okoni.

Podziwiając Tatry szykujemy się na decydujące trzy tury.

Na treningach padały ładne leszcze i dorodne okonie.

Zapowiadają się wyrównane zawody z większymi wynikami.

Na to liczą wszyscy zawodnicy, choć każdy wie że tabela jest pionowa i ktoś będzie 1 a inny ostatni :)

Przychodzi pierwszy dzień startowy i ... przerwa. Pękł lód i tura zostaje odwołana o 5.45..

Poświęcamy piątek na odsypianie, regenerację i ponowne sprawdzenie sprzętu,  a także dopracowanie zanęty i pielęgnację robaków.

 

Poniżej jeden z treningowych leszczy Rafała a powyżej mój największy garbus wyjazdu.

W piątek odbywa się narada trenerów i kapitanów drużyn. Zostaje podjęta deyzja, że w sobote odbędą się dwie tury trwające dwie godziny.

Do dwóch tur jednego dnia należy się zupełnie inaczej przygotować i nastawić. Najważniejsze to odpowiednie popakowanie zanęt i robaków na dwie tury.

 

Dużym wyzwaniem jest także plan taktycznyna skróconą turę. Na tym trudnym i małorybnym łowisku dobry start oznacza walkę o czołówkę. Słaby początek to bitwa o wybronienie się na wynik w połowie stawki.

 

W pierwszej turze przez godzinę mam tylko jazgarze, choć biorą dobrze to wiem że to nic nie da. Decyduję się je odpuścić gdyż wiem, że nie dadzą mi miejsca nawet w pierwszej 15.

Brania średnich ryb znajduję w swoich, zanęconych na początku otworach. Łowię 3 płocie i dwa okonie i z ostatniej pozycji wdrapuję się na dobre jak na przebieg tury 10 miejsce.

Tak samo wypada Darek Studniarz , najlepszy z Ice Team Konger jest Kamil Miłoński 3, Rafał Pykało 6 a najtrudniejsze chwile w tej turze przeżywa Marek Komar.

Po pierwszej turze Konger Ice Team Warszawa na dobrym 4 miejscu.

Mamy pecha w tej turze. Rafał wyciąga dużego sandacza a potem spina dużego leszcza dającego zwycięstwo sektorowe.

Po godzinie przerwy, ruszamy znowu na sektory by walczyć w drugiej turze.

Los przydziela mi sektor drugi od wyspy. W środkowej jego części jest wyraźne zagłębienie.

Wiercę od wody i w głęboczku. Po starcie mam brania, nie wykorzystuję aż 4, pech maksymalny, w końcu trafiam leszczyka, potem płoć i jest przestój. Nie jestem zadowolony ale w głęboczku łowię dwie płocie i okonia. Na ostatnie 5 minut biegnę pod linię. Ku zaskoczeniu wszystkich, którym tam nie brało, odławiam 3 leszczyki plącząc przy mega szybkich holach 3 wędki i wygrywam sektor!

Druga tura w wykonaniu Ice Team Konger Warszawa :

Maciej Fabisiak 1, Marek Komar 4, Rafał Pykało 6, Kamil Miłoński 16 i Dariusz Studniarz 18.

Tym razem duże leszcze zrywają i Marek i Kamil. Punkty uciekają bo taki bonus przy nieiwelkich wagach oznacza wygranie sektora lub bardzo znaczny awans w tabeli.

Drużynowo 5 miejsce. Ciągle w czołówce i z nadzieją na końcowy sukces.

Przyszła ostatnia tura 3 tura II edycji, w sumie to już 6 lodowa "bitwa".

Z nieoficjalnych informacji wynika, że mamy jeszcze szansę na medal indywidualny oraz drużynowy.

Przed startem wiem, że istnieje szansa i trzeba ją wykorzystać. Każdy jest maksymalnie przygotowany i taktycznie i zanętowo i sprzętowo.  Cel jasny, nie dać się i jak każdy zmieści się w pierwszej 10 to będzie dobrze.

Wybieram dwa najgłębsze miejsca w sektorze. Z jednego nie łowię nic a w drugim po 15 minutach od startu mam potężne branie. Hol mi idzie sprawnie i pod lodem ukazuje się około 1,5 kilowy leszcz. Po 5 próbie wjeżdza do otworu i od razu przekleja się do boku otworu pyskiem i nieruchomieje. W tym momencie popełnim błąd bo sięgam go lewą, słabszą ręką, trzymam go, zjeżdzam palcami za pysk i gdy już prawie palec wjeżdzam pod skrzela następuje ostatni zryw ryby i strzela żyłka..

Uczucie jest niesamowitej złości na siebie, tym bardziej, że dzień wcześniej mówiłem na odprawie, że jak mi się trafi to go wyholuję.. Niestety, pozostaję "na lodzie", z zerowym wynikiem. W obu bazach brań brak. Szybko lustruję sektor i wynika z tego, że padło sporo ryb i dalej są odławiane. Każdy ma ryby więc moja pozycja po 40 minutach wynosi 20 miejsce. Jednak nie składam broni, stawiam teraz na płoć oraz na podkręcenie się do lidera sektora ze zdjęcia poniżej Sebastiana Nowakowskiego.

Obok niego, po pierwszym nawrocie zacinam ładną rybę ale spada. W drugiej bazie łowię leszczyka i wracam do płoci. Odławiam je z kilku miejsc. Brania są szybkie, woda coraz mocniej płynie i trudno zaciąć. Po sygnale kończącym cały cykl Mistrzostw Polski mam niedosyt. Po ważeniu okazuje się, że uratowałem się na 10 miejsce. Dobrze dla drużyny, ale żołądek mam skurczony bo ten leszcz trzymany w ręku dawał nawet 3 miejsce w sektorze.

Wracając z sektora dowiaduję się, że głowni rywale do medali indywidualnych czyli Mariusz Pająk lider po I edycji oraz Tomasz Kupren mieli słaby dzień.

W tej turze oprócz mnie wielkiego leszcza urywa także Darek.

Wszyscy w tych zawodach choć różnych turach zrywamy po jednej dużej rybie. Pozostaje spory niedosyt bo czujemy, że to mógłby być spokojnie złoty medal.

Zawodnicy Ice Team Konger zajmują miejsca w pierwszej dziesiątce. Marek 6, Rafał 8 a Maciek, Darek i Kamil na 10 miejscu.

Na wyniki czekamy w milczeniu, każdy dał z siebie wszystko ale zabrakło szczęścia, czasem skupienia, czasem szybszej reakcji..

Na sali okazuje się, że mamy srebrny medal indywidualny - Maciej Fabisiak v-ce Mistrzem Polski w wędkarstwie podlodowym.

W II edycji ICE TEAM KONGER WARSZAWA na 3 miejscu!

W całych Mistrzostwach Polski 2019 na 4 miejscu ze stratą 0,5 punkta!

Zabrakło tego 1 punkta o którym pisałem. Tak naprawdę zdobyliśmy ten brązowy medal na lodzie.

 

Mistrzem Polski zostaje drużyna LIWI ROBACZKI TARNÓW, która od lat nie zawodzi.

Indywidualnie, Mistrzem Polski zostaje najlepszy zawodnik ostatnich lat Bartek Głowacki z Petro Spin Płock.  Podlodowy wędkarski robot ostatnich trzech sezonów. Tak więc jestem pierwszy wśród ludzi..!